Czy chciałbyś, aby Ci ciągle stał?

Kiedy kładę się spać, zakładam na oczy maskę wypełnioną żelem, zamykam oczy i marzę. Przybieram wygodną pozycję, a ciepły żel rozgrzewa mi oczy, przynosząc ukojenie. Przypominam sobie rozmaite chwile z moimi kochankami. Wybieram sobie fragmenty naszych intymnych spotkań. Jest ciemno, cicho i ciepło.

Zasypiam razem z moimi miłościami. One zawsze są ze mną, gdy potrzebuję spokoju. Dają mi poczucie bezpieczeństwa i spełnienia. Nigdy nie jest to tylko jedna osoba ani ten sam zestaw obrazów. Pojawiają się sceny wyrwane z kontekstu w nieznanym mi algorytmie, ale układają się w nową i piękną opowieść. Przez chwilę całuję szyje jednej, aby za chwilę pieścić nogi drugiej. Trzecia odwzajemnia się, głaszcząc mnie po plecach, a czwarta bawi się moimi włosami. Z piątą wspominam wyjątkowe pocałunki, które trwały godzinami. Szósta rozpina mi spodnie i delikatnie wyjmuje mojego już twardego członka, a dotyk jej ciepłych rąk powoduje lekkie drgawki. Za chwilę weźmie go do ust, ale nie… teraz ja chcę dotknąć ją. Poczuć na dłoni gorącą, tętniącą życiem waginę, która teraz wydziela tyle poezji, że każdy pisarz powinien zrezygnować z nagrody Nobla z literatury, za grafomanię. Jest już gotowa uchylić tajemnicy, którą zdradzają kropelki śluzu, niekontrolowanie uciekającego z wnętrza gorącego kosmosu przez rozszczelnienie. Nogi się splatają z pierwszą i czwartą. Chłodne stopy ósmej dotykają moich łydek, gdy dziewiąta, mocno nabrzmiałymi i śliskimi od olejku, piersiami głaszcze moje plecy. Nagle, usta trzeciej delikatnie obejmują najdelikatniejszy pierścień mojego prącia tak, jakby były negatywem jego odlewu. Idealnie dopasowani, styczni, w każdym milimetrze obecni. Stajemy się całością. Każdy kawałek mojego ciała jest własnością ich-jej-nas-niczego-wszystkiego. Przestajemy istnieć, a nasze ciała zaczynają być zbędnym balastem, który należy jak najszybciej wyrzucić za burtę tego statku kosmicznego, jeśli chcemy poznać ezoteryczną przestrzeń. Ciało staje się ciężarem, jak w czasie medytacji. Ciężkim, zwalistym, wbijającym się w łóżko trupem, który mimo tego czuje ból.

z cyklu „Deus ex Latina” © DDK 2018

Rozwarstwiamy się. Lekkie opary uczuć zaczynają parować, opuszczając ciało, które schnie, jak na pustyni pozostawiony organizm posiadający choć odrobinę wody w swoich komórkach. Stajemy się parą. W parze, wrzącej i parzącej. Parą w parze. Parą uczuć i energii, która się zaczyna uwalniać wraz z powolnym zanurzeniem się penisa w głąb sromu. Nagle każdy milimetr drogi frykcyjnej staje się miliardami kilometrów wszechświata. Niezauważalny pod mikroskopem ruch penetracyjny staje się podróżą z prędkością światła. Światło zaczyna się pojawiać w postaci iskierek przebijających ciemność, a gorąco narządów płciowych rozrywa barierę między ciałem a próżnią, przez którą uwalnia się para. My sparowani, w parze, parę razy szybciej, niż przed chwilą, parujemy, parzymy, a nasze całe ciało zaczyna być tylko jednym punktem, do którego chce uciec cała materia. Punkt, który ucieka, a my go gonimy. Zlewamy się i niszczymy wszystko co stoi nam na drodze. Wszytko staje się bez sensu. Znaczenie nabiera innego wymiaru. Wymiar zaczyna być znaczeniem. Wymiar, którego nie można wyliczyć, określić, opisać, wymierzyć. Nic, a jednak wszystko. Wszystko zanika w śnie, który zaciera za sobą ślady, aby nikt mu nigdy nie udowodnił, skąd przyszedł i dokąd uciekł. Sen uwalnia się spod kontroli myśli. Bierze nad nim władzę i już nie wiesz, czy śnisz, czy żyjesz. Czy myślisz, czy Ci się wydaje, czy to prawda, czy to fantazja. Czy to Ty, czy już Cię nie ma. Śpię. Bosko. Śpię i śnisz mi się Ty. 

Nie byłoby z kim zasypiać, gdyby nie Ty. Gdybyś nie dała mi szansy na te chwile przy Tobie, nie byłoby mnie. Wiem, że jestem tylko wspomnieniem, albo gorzej, wyobrażeniem, ale jestem taki, jakim mnie stworzyłaś. Jakim byłem w stanie być. Najpiękniejsze jest to, że do końca życia będziemy tym czymś na zawsze.

z cyklu „Deus ex Latina” © DDK 2018

Pominę sny celowo. W tym momencie nieważny jest sekret nocy. Teraz najważniejszy jest sekret dnia. Dnia, w którym się spotkaliśmy i zadomowiłaś się w moim ciele. Jesteś obecna w każdej mojej komórce. W każdym moim świadomym wyborze. Lubię jeść to co Ty. Lubię oglądać te same filmy. Lubię spędzać czas w Twoim towarzystwie i patrzeć na Twoje szczęśliwe oczy. Cały czas jestem z Tobą. Nie uwolnię się od tego nigdy, bo nie chcę Cię stracić. Nie jestem aż tak głupi, aby samemu się pozbawić tej miłości, którą mi dałaś.

Budzę się, a Ciebie nie ma już obok. Budzę się pełny pożądania i chciałbym po prostu Cię jeszcze raz posiąść. Albo oddać się Twojemu pożądaniu. Jestem gotowy jeszcze bardziej niż wczoraj. Dotykam swojego penisa (chyba lepiej w tym momencie powiedzieć: kutasa), który, swoim niezależnym bytem, obudził mnie ze snu. Zazdrosny o moje fantazje, w okrutny sposób sprowadza mnie na ziemię. Ściąga na siebie całą uwagę. Myśli gubią wątek. Sen się rozsypuje, jakby brakowało mu zasięgu. Krew woli wypełniać każdą żyłkę mojego fallusa, niż mózg. Nawet serce, które się męczy całe życie, abym mógł w ogóle istnieć, musi pogodzić się ze swoją ułomnością, bo przyrodzenie chce wrócić do Twych łask. Stoi i próbuje się wyrwać ze swojej skóry, ze swojego wymiaru, jakby było mu za ciasno. Chciałby zatopić się w Twojej ciasnej łasce i wraz z nią znów osiągnąć „bezwymiarowość”.

Tak. Chciałbym ciągle stać na straży Twojej bramy, chciałbym być Twoim wypełnieniem.

Zdejmuję maseczkę z oczu. Jest widno. jestem sam w łóżku i zanim się poderwę, to jeszcze próbuję zobaczyć, jak oddalasz się i znikasz w nicości. Jest mi dobrze. dobrze mi było i chcę, aby tak było. Ale nie wiem jak długo tak wytrzymam. Idę do łazienki. Za chwilę się okaże, co było najważniejsze. Za chwilę okaże się, co w tej podróży jest warte mojego spełnienia. Ta chwilowa śmierć w objęciach Twoich wspomnień, wyrok śmierci wykonany własnoręcznie nad zimną otchłanią uciekającej wody w łazience, będzie dla mnie najlepszą karą, za to, że nie byłem niczym więcej. Za to, że byłem tylko cząstką energii, która tworzy wszechświat. Znów migotanie, sapanie, spięcie i… śmierć, koniec, ulga.

Ach, jak ja Cię pragnę!


Daniel Kozakiewicz, Warszawa, 2019

„Dzień dobry” – © DDK 2019
  • Bez pociągu
    Przybyłem wcześnie, jak nigdy dotąd. Na ławce, na peronie. W cieniu słońca, w południe. Cisza i spokój. Mały wiatr pomaga wytrzymać upał. Nic się nie dzieje po lewej, ani po…
  • Wciąż żyję
    I nie odpowiesz mi, bo nie zamierzam Cię pytać, Odwiedziłaś mnie, kiedy się nie spodziewałem. Dałaś mi trochę smaku, trochę siebie. Bawiąc się moim rozumem. Po co? Jeśli nie chcesz…
  • Czuję
    Nie jestem drzewem i nie mam korzeni. Żyję jak wiatr i mieszkam w przestrzeni. Nocuję w chmurach, karmię się słońcem. Myśli mam ciche, czucie płonące. Jestem energią, jestem przy Tobie.…
  • Oskarżony
    Słyszałem, że zgrzeszyłemOdrzucając Twoją miłość,Którą, tak hojnie, obdarował Cię Twój Bóg. Ponoć cierpisz i za darmoŁzy wylewasz. Źle mi życzyszI przeklinasz. Prosząc o najwyższy wymiar kary. Karę też ponoszą inni.…
  • Za dużo niczego
    Za dużo palę, Za dużo jem, Za dużo marzę, Za długo śpię. Za dużo myślę, Za dużo klnę, Za dużo czuję, Za bardzo chcę. Za dużo patrzę, Za dużo słucham,…
  • Empatia
    Dzień rozpocząłem legalnie: nikotyna, związki smoliste, kofeina, paracetamol, pseudoefedryna. Wszystko z akcyzą i VAT’em. To tyle, ile mogę dla Was zrobić. O więcej nie proście.  Teraz pójdę się wykąpać, w…
  • Kiedy kobiety chodzą na palcach.
    Kobiety, jako płeć uprzywilejowana, która zasługiwała na szczególne traktowanie ze strony mężczyzn, nigdy nie musiały wykonywać niebezpiecznych dla zdrowia prac. Prac ryzykownych. Zadań z narażeniem życia. Jeśli nie były to…
  • Zatruty dziadek
    Proszę to kupić, no szybciej, szybciej. – głos 1. Ale ja nie chcę. – głos 2, słaby. No dalej! Nie mam czasu na te wymówki. – głos 1, ale silniejszy.…
  • Nieskończoności kres
    Bo wspomnienia zależą od marzeń. Bo chcę pamiętać co mi się udało i co mi nie wyszło. Bo potrzebuję mieć cel do którego dojdę lub się z nim minę. Bo lubię patrzeć i…
  • Pustki placebo
    Ładne, to trochę niebrzydkie. Brzydkie, to strach przed nieznanym. Strach, to tylko brak wiary. Wiara, to pustki placebo. (czyt. dalej)