W pociągu, w Warsie, zasypiam na barowym stołku, a wokół zgiełk. Prawie same młode kobiety. Policzyłem. 20! Tylko w Warsie. Aż strach pomyśleć ile ich jest w przedziałach. A pociąg długi. Od Kołobrzegu do Krakowa. A one wszystkie różne. I wysokie blondynki, i niskie, i grubsze, i w okularach i bez, w kapeluszu, z kucykiem, w szpilach, w trampkach, dla każdego coś, każda inna, wszystkie piękne…

No tak… I co z tego? Jakie ma to znaczenie? Co za różnica? – powinny się podnieść takie głosy, różnych rewolucjonistów, wszelkich ideologii, ale współczesnych. Bo Ci z poprzedniego wieku i wcześniejsi, to walczyli o zmiany polityczno-geograficzne, lub co najwyżej społeczno-polityczne. Dziś radykalni walczą z innymi radykalnymi. Wygląda to bardziej na zawody klubowe. Która z grup jest bardziej oryginalna w swoim radykalizmie. Czy Ci co chcą równości praw ludzi z psimi, czy Ci co walczą o prawa karpia świątecznego do godnej śmierci, czy może weganie są lepsi od frutarianów, albo zbieracze zakrętek plastikowych są górą nad tymi co chodzą do sklepu z własną szmacianą siatką na zakupy. Oczywiście są też rozgrywki w 1 lidze między walczącymi o nie wydobywanie ropy, a tymi co nie chcą energii odnawialnej, lub walczącymi z wiatrakami (prądotwórczymi) mordercami ptaków, a przeciwnikami spiętrzania rzek na zaporach, bo się zalewają ekosystemy całe. Generalnie już sam nie wiem jaka energia jest ekologiczna?

Słucham i słucham tych modnych entuzjastów walki ze złem cywilizacyjnym, w trakcie prywatek, w barach, w sklepach, gdy piją eleganckie mniej lub bardziej trunki, płacąc kartami kredytowymi, ubranych bardzo „stajli” w mundurek swojej drużyny [aby z daleka było wiadomo kto jest kto]. Słucham i słucham. I staram sobie wyobrazić ich wszystkich żyjących w lesie, bez prądu, bez wody bieżącej, bez ogrzewania, odżywiających się roślinkami, kiełkami, bez broni do obrony przed… kimś bardziej głodnym, bez telewizora, bez książek, bez kina, teatru, podróżowania samolotami na koniec świata… Ba! Bez Fejsboga! I wiecie co… wolę sobie popatrzeć na te wszystkie, piękne młode kobiety w wagonie Wars, w PKP, relacji Kołobrzeg – Warszawa – Kraków i pozachwycać się, jaka cudowna jest młodość! Jaka piękna! Jaka uśmiechnięta!

Tak! Jestem absolutnie za rozwojem transportu żelaznego, produkcji prądu, ogrzewania, fryzjerów, krawców, kosmetyków, lakierów do paznokci, szminek… Tak. Nie będę obłudny. Walczcie sobie sami o… coś tam… już nawet nie pamiętam o co Wam chodzi. Trrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr [onomatopeja wypchniętego języka podrygującego przez wydmuchiwane powietrze z płuc]. Zasypiam na tym stoliku i wyobrażam sobie, że z jedną z tych czarujących kobiet idę do… i zasnąłem.  

© Daniel Kozakiewicz, 2017