I kiedy mam tę sensację, fascynację, te emocje, tę opcję, ocję, cję, jęęęęęęęęę, z, albo bez niej, ale zarazem ucieka mi przez ucho, przez oko wpada i się wyrywa, a ja ją chwytam. E tam! E tam! A ja szaleję za nią, za tą niemożliwością, za tą niejasnością.

O moja kreacjo! Ona mnie karmi i mnie dopada i mi się podoba… Ty – czekolada, ja – mięta, pachnąca i piękna! A truskawki? Maliny? Czy to zapach tej dziewczyny? Ale kiedy idę i na nią patrzę, nie wiem czy to ona, czy to moja głowa tylko. Miesza mi się fantazja i się myli, zapadam się w chwili, i mnie łapie, i ja chcę ją kochać, ale nie wiem. Czy ją, czy mnie oszukuje moja własna miłość. Jaka złość! Jaka wściekłość!

Dość!

Idę precz, nie wstecz, nic więcej, jeszcze tylko jedno spojrzenie, westchnienie, jestem już spokojny, to był tylko taki błysk, prysk, jeden chłyst.

Idę powoli i mnie karmi to uczucie. Na przystanek. Wsiadam. Odjeżdżam. Jesteśmy coraz dalej od siebie.

Jesteśmy bezpieczni. Ty ode mnie, ja od Ciebie.


@ Daniel Kozakiewicz, Lima, 2003

„Kolacja” – © DDK 2007