Są zdjęcia, które dają poczucie bezpieczeństwa. Ogląda się je łatwo. Przyjemnie. Bez oporu. Ale nic z nich nie pozostaje w odbiorcy, poza chwilowym poczuciem spokoju. Są dekoracją.

Znaczenie.
Dla mnie fotografia jest jak znak. Wskazówka. Kierunkowskaz. Ślad. Chcę zwrócić uwagę na coś, dla mnie, w tym momencie ważnego. Ale z drugiej strony chcę, aby to było odczytane. Bez tego moje myśli i uczucia pozostają zamknięte.
Więc krzyczę!

Krzyk
Fotografia jest cicha, bez dźwięku. Jest też pozbawiona zapachu. Można ją dotknąć, ale to tylko płaski wycinek, bez trzeciego wymiaru. Jedynie przeżycie może uruchomić u odbiorcy wszystkie pozostałe zmysły.

Strach
Przed publikacją zdjęcia muszę poczuć, czy poza obrazem, coś jeszcze tam jest. Czy zadziała? Czy uruchomi wszystkie zmysły, na których mi zależy? Przy wyborze zdjęć do publikacji kieruję się paradoksalnym kryterium – zdjęcie musi mnie zachwycić, a zarazem muszę się go bać.

Odwaga
Rodzimy się bezbronni i bezsilni. Z każdym dniem uczymy się, jak poradzić sobie ze światem.
Z czasem coraz sprawniej omijamy to, co niewygodne.
Czasem aż za dobrze i przestajemy czuć.

Moc bezbronności
Dla mnie zdjęcie musi robić dwie rzeczy naraz: zachwycać i niepokoić. Ta polaryzacja daje mi pełnię obrazu.
Uwielbiam ten moment przed publikacją.
Ten dyskomfort, rozedrganie.
Niepewność, czy powinienem to pokazać i obnażyć się.
Zobaczmy, co się wydarzy.
