Fotografia

Świat, którego nie widać. (1) Miło Cię poznać.

Nie chodzi o to, żeby zrobić dobre zdjęcie. Chodzi o to, żeby zobaczyć coś, czego nie da się już odzobaczyć.

Maxwell Street, Chicago, 1990

Na początku nie było fotografii. Było patrzenie. A potem pojawił się aparat. Nie jako narzędzie. Nie jako technologia. Raczej jako coś obcego, czego trzeba się nauczyć — jak nowego języka, którego jeszcze się nie rozumie, ale już się czuje jego obecność. Nie wiedziałem wtedy, że to nie jest kwestia sprzętu. Że to nie będzie nigdy kwestia sprzętu.

„W Cerkwii” – Paryż, Francja © DDK 1991

Pierwszym aparatem był Zenit, który dostałem od mojego ojca. Ciężki, mechaniczny, nieprzewidywalny. Nie dawał natychmiastowej odpowiedzi. Nie dawał pewności. Trzeba było mu zaufać — albo się z nim pogodzić. Każde zdjęcie było decyzją bez gwarancji rezultatu. Nie było podglądu. Nie było korekty. Nie było „jeszcze raz”. Były tylko działanie i oczekiwanie. 

„Jerzy” – Warszawa, Żoliborz © DDK 1982

Później przyszły małe aparaty. Proste, plastikowe, lekkie. „Małpki”. Jakby fotografia miała się nagle stać czymś, co nie wymaga już myślenia — tylko reakcji. Ale to nie było wyzwolenie. To była zmiana języka. Obraz przestał być procesem. Stał się gestem. Był też Kodak 110. Mały, płaski, prawie anonimowy.

„Haight Street i Ashbury Street” – San Francisco, USA © DDK 1990

Świat zaczął się mieścić w kieszeni, a ja zacząłem rozumieć coś bardzo prostego: że kadr nie jest oknem na świat, tylko jego wyborem. I że to, co zostaje poza kadrem, jest równie ważne jak to, co w nim się pojawia.

„Weekend” – Berlin, Niemcy © DDK 1992

W tamtym czasie nie wiedziałem jeszcze, że ktoś już próbował nazwać to, co intuicyjnie robiłem. Henri Cartier-Bresson mówił o „decydującym momencie”. Wtedy nie rozumiałem teorii. Ale rozumiałem, że coś dzieje się tylko raz. I że jeśli to przegapisz, nie da się tego odzyskać. 

„Kolega z klasy” – Warszawa, Żoliborz © DDK 1982

Z czasem aparat przestał być obcym przedmiotem. Zaczął być tłumaczem obcego języka. A języka nie uczy się przez definicje. Uczy się go przez błędy, powtórzenia i doświadczenie. Tak samo było ze światłem. Nie dało się go opanować. Można było jedynie zacząć je rozpoznawać. Kiedy jest twarde. Kiedy miękkie. Kiedy coś ujawnia. Kiedy coś ukrywa.

„Couple in Love” – Chicago, USA © DDK 1990

Naturalnym krokiem było coś więcej niż fotografowanie — próba zrozumienia, co właściwie dzieje się z obrazem po jego powstaniu. Tak trafiłem do ciemni. Ciemnia nie była miejscem technicznym. Była miejscem rozmowy z obrazem. Tam fotografia po raz pierwszy przestawała być „zrobiona”, a zaczynała się „dziać”. 

„Mr. Fiszman” – Oregon, USA © DDK 1990

Wywoływanie, zatrzymywanie, powiększanie, kontrola czasu w chemii i świetle — wszystko to nie było nauką obsługi procesu. Było nauką cierpliwości wobec obrazu. Czasem odbitka wychodziła dokładnie taka, jak ją widziałem w głowie, a czasem była całkowicie inna. Zbyt ciemna. Zbyt jasna. Przypadkowa. Ale nawet wtedy nie była błędem.

„Restauracja AleGloria” – Warszawa, Śródmieście © DDK 1991

Była procesem. Interpretacją. I wtedy po raz pierwszy zrozumiałem, że fotografia nie jest zapisem rzeczywistości, tylko jej przetworzeniem. Przecież papier można naświetlać w różny sposób, w różnych miejscach, różnymi klatkami. I tak wdarła się w moją fotografię kompozycja na którą ja miałem wpływ, nie tylko odpowiednim kadrem, ale przez zmianę składni, gramatyki tego języka.

„Agatha” – Paryż, Francja © DDK 1991

Dużo później zobaczyłem fotografie, które nazwały to, czego wtedy jeszcze nie umiałem nazwać. Daido Moriyama pokazywał obrazy surowe, ziarniste, niepewne — jakby świat był zawsze w ruchu i nigdy nie chciał się zatrzymać. Nie były „ładne”. Były prawdziwe w inny sposób — intensywne, niekontrolowane, żywe. Patrząc dziś na te wszystkie etapy, widzę coś jeszcze. Nie uczyłem się fotografii. Uczyłem się widzenia. A aparat był tylko pretekstem.

„Ośrodek Wypoczynkowy FSO” – Czarnowo, Polska © DDK 1990

Teraz sobie o tym myślę, właśnie wtedy fotografia przestała być dla mnie czynnością. Stała się relacją. Z obrazem. Ze światem. Z decyzją. I z tym, czego nie da się już odzobaczyć.

„Niedziela palmowa” – Kadzidło, Polska © DDK 1989

Fotografia nigdy nie polegała na tym, żeby dobrze zrobić zdjęcie. 

Polegała na tym, żeby zobaczyć coś tak, że nie da się już udawać, że się tego nie widziało.

„Z pracy do domu” – Mińsk, Białoruś © DDK 1998

Miło mi cię poznać.

Świecie.

Od teraz będę próbował cię zobaczyć.

„Maxwell Street” – Chicago, USA © DDK 1990

Dodaj komentarz